to mnie przerasta. proszę. nie wszystko naraz.
środa, 26 stycznia 2011
dream, you're in my dream.
Bardzo rzadko miewam sny. Może to dlatego, że tak późno chodzę spać. W każdym bądź razie sny to u mnie rzadkość, ale dzisiejszej nocy było inaczej. Przyśniłeś mi się, wiesz? Nie wiem dlaczego i nie pamiętam tego snu zbyt dokładnie, ale pamiętam Ciebie. Podejrzewam, że jest to spowodowane wiedzą, że Ciebie dla mnie i mnie dla Ciebie już nigdy nie będzie. Cholernie mi Ciebie brak, ale nie mogę być taką egoistką, przepraszam.
wtorek, 25 stycznia 2011
niedziela, 9 stycznia 2011
I love you
Wiem, że są rzeczy, o których wolałabym nie wiedzieć, ale ta niewiedza staję się powoli pudełkiem, z którego nie jestem w stanie się wydostać, czymś co, powoduję, że cierpię razem z Tobą. I choć nie jestem Twoim odbiciem i zapewne nie potrafię Ci pomóc tak jak Ty pomagasz mnie, jednak potrafię słuchać, co może dla niektórych osób być nieprawdopodobne natomiast dla reszty czymś pożytecznym. Czasem potrzebujemy tylko tego, żeby ktoś nas mógł wysłuchać i pomóc jeżeli potrafi. Wiem, że nie jestem najlepszym powiernikiem, przyjacielem czy też człowiekiem, ale tak cholernie boli mnie to, że nie potrafisz mi zaufać kiedy ja ufam Tobie bezgranicznie.
sobota, 8 stycznia 2011
Sometimes you have to jump off a bridge, to grow wings.
Niecały tydzień temu wyszłam z domu o 3 i udałam się na cmentarz. Do tej pory nie wiem co, mną kierowało, w każdym bądź razie szłam, szłam przed siebie i myślałam tylko o jednym, że muszę zapalić znicz. Kiedy już doszłam do cmentarza dotarło do mnie, że może być on zamknięty, nie był. Weszłam i idąc główną aleją, słysząc świst wiatru uparcie dążyłam do jednego nagrobku, w środku czułam, że muszę iść dalej, że muszę zapalić ten cholerny znicz. Właściwie upadłam na kolana, zapaliłam zapałkę, zgasła odpalam następną znów to samo. Kilka razy ta sama sytuacja. Łzy spływały mi po policzkach, nie piekły. Jeszcze nie. Nie wiem ile zajęło mi trafienie na cmentarz, ani ile tam spędziłam czasu, wiem, że klęczałam, a właściwie siedziałam i płakałam. Co jakiś czas przepraszałam go i powtarzałam, że to moja wina. Kiedy dotarło do mnie, że siedzenie tam nie ma większego sensu postanowiłam wrócić do domu. Kilka razy się odwróciłam i chciałam wrócić i zacząć wszystko od początku, ale się powstrzymywałam. Wyszłam. Wyciągnęłam fajki z kieszeni, chociaż chwilę to trwało bo ręce mi już zmarzły. Zapaliłam, ale zapaliłam naprawdę i naprawdę do porządku się zaciągałam. Płakałam i idąc do domu chciałam jak najszybciej wypalić tego papierosa. Wypaliłam. Odpaliłam kolejnego, zaczęło mi się kręcić w głowię z każdym kolejnym pociągnięciem coraz bardziej. W końcu zaczęłam tracić równowagę, czułam, że zaraz zemdleję. Ale nie! Chwila, przecież muszę wrócić do domu przed Patrycją. Odpalam kolejnego papierosa, idę dalej. Jestem już właściwie kilkaset metrów od domu kiedy kończy się druga fajka. Odpalam kolejną i kończę pod klatką. Nadal kręci mi się w głowie. Wchodzę na klatkę schodową, wkładam klucz do zamka i wtedy okazuje się, że drzwi są zamknięte na górny zamek, otwieram go. Wchodzę, widzę torbę siostry i myślę "udało się, była tak zmęczona, że nie zauważyła mojej nie obecności". Mimo to zaczynam się trząść. I wtedy do przedpokoju wchodzi Pati. Wyczuwa, że paliłam. Pyta, ja potwierdzam. Idziemy do kuchni, mówi, że mam nie płakać. Pyta, pyta kilkakrotnie co, się ze mną dzieję, ale ja sama nie wiem. Nie wiem, co robię ze swoim życiem. W końcu opowiadam jej o tym, co sobie sama wmówiłam. Następnie pytaniem proszę, żeby zachowała to dla siebie. Nie mówi nic matce. Idę umyć zęby, przebrać się w piżamę i idziemy spać. Rano wstaję i myślę "Mariusz mnie zabiję, zabiję mnie". A wtedy przypomina mi się sytuacja, która wydarzyła się zeszłej nocy i dochodzę do wniosku, że ona jednak mnie kocha...
Subskrybuj:
Posty (Atom)