niedziela, 27 lutego 2011

i love friday.

Piątek był świetny. Szkoda tylko, że zabrakło Asi. Dziękuję Agacie, Michałom i Pawłowi oraz reszcie ludzi, których imion nie znam czy też nie pamiętam :D pogo wcale nie jest fajne :D



a tu filmiki z koncertu <3



i oficjalny :D

środa, 23 lutego 2011

Friday.

byle do piątku.
byle do godziny 20 :D


niedziela, 20 lutego 2011

people.

Coraz więcej osób udowadnia mi, że nie zasługuje nawet na jakikolwiek szacunek. Nie rozumiem. Niby czegoś chcecie, ale nie potraficie uszanować innej decyzji czy też zdania na temat, który jest przez was pożądany. Wiem, że to ja jestem taka samolubna, zła i niegodna zaufania, ale nigdy Ci niczego nie obiecywałam i nigdy o nic nie prosiłam. Zawsze gram w otwarte karty. Lubię mieć jasność sytuacji. Przykro mi, że Ty odebrałaś to inaczej, jednak teraz stajesz się dla mnie nikim. O dwa słowa za dużo. Nawet nie wyobrażasz sobie mojej złości. Ona rozrywa mnie od środka, ale nie boli. Nie boli, bo nigdy nie traktowałam Cię w sposób różniący się od innych. Jesteś jak przelotny deszcz wiosną:pojawiasz się, a potem znikasz. Nic po sobie nie pozostawiasz, może kilka miłych (?) wspomnień. To wszystko.

wtorek, 15 lutego 2011

spring.

Z całych sił pragnę nadejścia wiosny. Nocnego bosego spaceru po lesie, przesiadywania na balkonie, na zimnych kafelkach i wieczorów przy oknie z gorącą czekoladą w ręce. Chcę promieni słońca, powiewu wiosennego wiatru i zieleni traw. Czy tak wiele mi potrzeba?


sobota, 5 lutego 2011

old song.

Ostatnio natknęłam się na piosenkę Gosi Andrzejewicz, dosyć starą, ale przywołała we mnie pozytywne wspomnienia. Widziałam siebie jako jedenastoletnią dziewczynkę, która przy tej piosence tańczyła sobie w kuchni. Coś tak banalnego wywołało u mnie uśmiech. Lubię uśmiechać się do siebie.


Pamiętam ten moment kiedy po raz pierwszy spojrzałeś mi w oczy,
trwało to kilka minut, a Ty wciąż patrzyłeś mi w oczy.

czwartek, 3 lutego 2011

Try for once reveal your face and look straight at the sun ..

Dzisiaj lekcja wychowawcza ze szkolną panią psycholog, zadała nam ćwiczenie, które polegało na tym, aby każdy z nas usiadł na środku trzymając w ręku kartkę i długopis, by móc zapisywać swoje pozytywne cechy charakteru i wyglądu, dyktowane przez resztę klasy. Pierwsza poszła Magda, nie wiem dlaczego, ale była jedyną osobą, której dobrej cechy znaleźć nie potrafiłam, nie mam na myśli, że ona jej(ich) nie ma, ale chyba się już przyzwyczaiłam, a może po prostu ona dla mnie taka nie jest? W każdym bądź razie nie widziałam u niej pozytywnych cech, przynajmniej tych, które jeszcze nie zostały wymienione. Kilka minut później przyszła kolej na mnie. Cechy charakteru, które padły to nie ja. Tak nagle uświadomiłam sobie, że żadne z nich mnie nie zna, ani trochę, nie pojawiła się żadna cecha, którą mam. Może po prostu nie mam dobrych cech, ale przecież każdy ma przynajmniej jedną.
Oni nie znają mnie i ja ich również. Podobno jesteśmy zgraną klasą, wszyscy tak uważają, ja nie. Nie na tym polega zgrana klasa.


Boję się tylko jednej rzeczy tego, że nie będę miała lepszej możliwości.


środa, 2 lutego 2011

game over?

Od dłuższego czasu zastanawia mnie jedno Twoje spostrzeżenie, nie, nie utrzymuję, że tak nie jest. Jenak zawsze wydawało mi się, że jestem na tyle dobra i tak długo w to brnę, że nie możliwością jest, aby ktoś się zorientował, że ja to tak naprawdę nie ja.Kreuję sama siebie, żeby ludzie nie wiedzieli za dużo, żeby mogli śmiało powiedzieć, że jestem szczęśliwa, szczęśliwa i głupia. Lubię to moje udawanie, bo jest moje i tak naprawdę nawet ja nie znam siebie do końca.