Coraz więcej osób udowadnia mi, że nie zasługuje nawet na jakikolwiek szacunek. Nie rozumiem. Niby czegoś chcecie, ale nie potraficie uszanować innej decyzji czy też zdania na temat, który jest przez was pożądany. Wiem, że to ja jestem taka samolubna, zła i niegodna zaufania, ale nigdy Ci niczego nie obiecywałam i nigdy o nic nie prosiłam. Zawsze gram w otwarte karty. Lubię mieć jasność sytuacji. Przykro mi, że Ty odebrałaś to inaczej, jednak teraz stajesz się dla mnie nikim. O dwa słowa za dużo. Nawet nie wyobrażasz sobie mojej złości. Ona rozrywa mnie od środka, ale nie boli. Nie boli, bo nigdy nie traktowałam Cię w sposób różniący się od innych. Jesteś jak przelotny deszcz wiosną:pojawiasz się, a potem znikasz. Nic po sobie nie pozostawiasz, może kilka miłych (?) wspomnień. To wszystko.