czwartek, 15 grudnia 2011

Nossa, nossa
Assim você me mata
Ai, se eu te pego,
Ai, ai, se eu te pego

Nie potrafię sobie póki co,z tym poradzić.

Jestem obojętna, nie do końca, ale mimo wszystko jest całkiem w porządku. W końcu perra frios, si? Si, si. Nawet nie jest tak źle, póki co, marzę o tym, aby się wyspać. Osiem godzin snu na trzy dni, trochę słabo, a dziś znów nie mogę zasnąć. Martwię się i jednocześnie mam to w dupie. Parologia.

Dzisiaj mamy chillout, zakazany wyraz
Dzisiaj mamy chillout, chcesz to do nas wbijaj, rozkręcamy klimat :))




środa, 14 grudnia 2011

perra fríos. si si czica. finito.

No to chyba koniec. Przepraszam to za mało. Do trzech razy sztuka, si? Ty wykorzystałeś limit. Muszę odwyknąć od tego miejsca. Już się nie przyzwyczajam, NIGDY! NIGDY WIĘCEJ! nowe motto: perra fríos i chuj.

środa, 30 listopada 2011

Szeptem na ucho powiem,że
Że ja,ja się tego wyrzekam...
Tych ranków jak febra-
U okien twych jak żebrak-
Siedziałem za drzewem nie raz...

Przegrałam. Nie mam siły. Tak bardzo Cię kocham, ale nie jestem w stanie wierzyć, że to coś co, mamy co, nas łączy jest na tyle wytrzymałe, by w końcu nie pęknąć. Moje oczy niesamowicie pieką od płaczu. Momentami nie potrafiłam się powstrzymać. Znów widziałeś moje łzy, nawet A. zauważył moje zaczerwienione oczy i mokre rzęsy. Nie pytał o nic. Poddaję się, ale już nie tylko w tej sprawie, poddaję się w ogóle, w całości, na zawsze. Jutro idę do apteki. Pierdolę.

poniedziałek, 28 listopada 2011

To było przecież niedawno tak
To było przecież niedawno jak
Jak okiem sięgnąć zmienił się świat
To było przecież niedawno tak


Cieszę się, że Cię zobaczę i to strasznie. Chcę już 18 i jechać tym zasranym busem do zasranych Katowic. lovelovelove. krzywe fazy łapię, ale dobrze jest!


NIGDY WIĘCEJ NIE ROBIĘ ZDJĘĆ FUJIFJUTEM!


są momenty kiedy się gubimy, ziom.

Kiedy o 3 w nocy zaglądam do lodówki to naprawdę nie jest ze mną dobrze, a jeszcze gorzej jest wtedy kiedy nie śpię całą noc. Czuję, że coś się dzisiaj wydarzy. Boję się? Nie. Chyba. Może. Dobra boję się. Chyba nie chcę wiedzieć kim Ona jest. Nieświadomość jest zajebista, ale niepewność zabija. Weź dziewczyno ogarnij tego chłopaka.

Fajnie, że na 8 idę do szkoły lolololololo, a o 20 bd na awfie -,-
Niesamowite ile się zmieniło. Ile się działo w moim i Twoim życiu.

Nie rozumiem Cię. Chyba już nie zrozumiem.
Powiedz w końcu prawdę. Tylko tego teraz potrzebuję.
Co Ty sobie wyobrażasz. Ja mam Ciebie przepraszać?
Jestem z Tobą szczera. Zawsze byłam.
Mówię co, mnie boli. Ty mnie oszukujesz.


czwartek, 24 listopada 2011

Są takie noce, przyjacielu, kiedy świat się kończy. Świat odchodzi i zostawia nas z rozszerzonymi źrenicami i bezbronnie opuszczonymi rękoma.

Czasami odnoszę wrażenie, że to nigdy nie istniało i nie istnieje, a tą więź i miłość same sobie wymyśliłyśmy. Wiem, że jestem trudną osobą, ale poza długimi rozmowami na głupim komunikatorze nie mamy nic. Wiem, że to Ty byłaś jedyną osobą, która rok temu się mną zajęła, szkoda, że tak szybko zostawiła. Znalazłam więc sobie kogoś kto dał mi trochę ciepła i jeszcze więcej chłodu. Chciałam więc dorosnąć, nieważne jak byleby dorosnąć. Tylko, że ta dorosłość, którą ja wybrałam nie miała z życiem nic wspólnego. Zamiast dojrzale, zachowywałam i zachowuję się jak gówniara. Fakt, jestem nią. Tęsknie za tym kim byłam. Nie musisz mi wierzyć, ale daj mi trochę ciepła albo zostaw na zawsze zamiast mnie dręczyć.


Chyba pójście do lp będzie lepszym rozwiązaniem.


PS. Kocham Cię.

środa, 23 listopada 2011

What is better? I don't know.

Czuję się rozdarta między tym co, kocham, a tym co, jest dla mnie lepsze. Tak dobrze mi się rozmawia z J. ale nie wiem czy jestem gotowa stawić czoła wszystkiemu co, z tym związane. Czy dam radę zerwać jedną znajomość od tak po prostu, z osobą, od której jestem uzależniona, z którą chcę spędzić resztę tego i następnych kilku, kilkunasty (?) lat. Jednak czy to możliwe, znamy się już tyle czasu i nadal to wieczne robienie sobie na złość i kłótnie, cała masa kłótni... Chciałabym by to było prostsze. Pomocy ....

niedziela, 6 listopada 2011

w tym momencie chcę umrzeć, chcę do taty...

niedziela, 30 października 2011

"Powinnaś ciągle sobie powtarzać, że jedyna władza, jaką on ma nad tobą, to ta, którą ty mu dałaś. Odbierz mu ją, a cierpienie minie."

Jest środek nocy, a ja siedzę w oknie z laptopem na kolanach, papierosem w ręce i płaczę jak popierdolona. Chociaż jestem popierdolona co, ja zrobiłam ze swoim życiem i to po, co, żeby coś pokazać jakiemuś frajerowi, że wcale nie jest dla mnie wszystkim. Ale kurwa jest dla mnie WSZYSTKIM. Jebanym całym spieprzonym życiem, które spieprzyłam, żeby JEMU coś udowodnić. Straciłam wszystko co, mogłam stracić. Znienawidziły mnie osoby najważniejsze dla mnie, wszyscy, których kocham. Najlepsza przyjaciółka ma mnie dość, brat się do mnie nie odzywa, siostra tylko się drze, mama nie daje rady, szuka 'złotego środka' by, mi pomóc. Wracam środkiem nocy, albo wcale nie wracam do domu, szuka mnie policja całą noc, a ja nie robię nic, NIC kurwa, żeby było inaczej. Nie chcę, nie potrafię. Jestem do niczego. Tak bardzo chcę przestać Cię kochać, Ty jebany frajerze, ale nie potrafię, chcę, żeby jebnął mnie samochód na tyle mocno, żebym straciła pamięć i o Tobie zapomniała, albo zeszła z tego jebanego świata i przestała wszystkich krzywdzić. Psycholog nie pomaga, terapeuta jest do niczego, tylko słucha i przytakuje. Czego ta kobieta ode mnie wymaga? Że będę jej opowiadać jak jest dobrze, kiedy wcale tak nie jest? Nic już nie wiem. Wiem tylko, że muszę coś w końcu ze sobą zrobić, tylko co? Potrzebuję, żeby ktoś wpadł do mnie i mnie wysłuchał, przytulił. Nienawidzę każdej łzy wylanej z mojego powodu. Słowo 'przepraszam' w moich ustach straciło sens, chyba sama nie wiem już co, ono oznacza i ile jest warte. Tak bardzo chcę zapomnieć o wszystkim. Chcę by było jak dawniej, zanim Cię poznałam, chcę być taka jak kiedyś bo, ja taka nie jestem, nigdy nie byłam...

niedziela, 23 października 2011

hug me. kiss me. love me.

zimno mi. czemu nikt mnie nie przytuli ? gdzie jest osoba, która ogrzałaby swoimi dłońmi moje, a ramionami objęła dygoczące ciało ? gdzie jest ? z jednej strony nie dziwię się, przecież mnie nie da się kochać. nie umiem być idealna, sprostać czyimś wymaganiom, choć chcę, tak bardzo chcę. ale czemu nikt nie próbuje ? nie podejdzie i nie zapyta: pokochać cię ? albo niech i nawet nie pyta, po prostu przytuli mnie najsilniej jak potrafi. mogłabym wtedy poczuć się bezpiecznie, chociaż na moment. może potem, znów zostałabym sama, ale warto, czyż nie ? każde wspomnienia są lepsze, niż samotność od zawsze, na zawsze.

czwartek, 20 października 2011

Time to say goodbay.

Wiesława Szymborska

Na wieży Babel


-Która godzina? - Tak, jestem szczęśliwa,
i brak mi tylko dzwoneczka u szyi,
który by brzęczał nad tobą, gdy śpisz.
- Więc nie słyszałaś burzy? Murem targnął wiatr,
wieża ziewnęła jak lew, wielką bramą
na skrzypiących zawiasach. -Jak to, zapomniałeś?
Miałam na sobie zwykłą szarą suknię
spinaną na ramieniu. - I natychmiast potem
niebo pękło w stu błysku. -Jakże mogłam wejść,
przecież nie byłeś sam. - Ujrzałem nagle
kolory sprzed istnienia wzroku. - Szkoda,
że nie możesz mi przyrzec. - Masz słuszność,
widocznie to był sen. - Dlaczego kłamiesz,
dlaczego mówisz do mnie jej imieniem,
kochasz ją jeszcze? O tak, chciałbym,
żebyś została ze mną. - Nie mam żalu,
powinnam była domyślić się tego.
- Wciąż myślisz o nim? - Ależ ja nie płaczę.
- I to już wszystko? - Nikogo jak ciebie.
- Przynajmniej jesteś szczera. - Bądź spokojny,
wyjadę z tego miasta. -Bądź spokojna,
odejdę stąd. - Masz takie piękne ręce.
- To stare dzieje, ostrze przeszło
nie naruszając kości. - Nie ma za co,
mój drogi, nie ma za co. - Nie wiem
i nie chcę wiedzieć, która to godzina.

Tak się z Tobą żegnam ukochany.

poniedziałek, 17 października 2011

Spory kawałek siebie już tu zostawiłam. Nie wiem czy to ma jeszcze sens. Chcę do Zakopanego.

niedziela, 16 października 2011

fuck off

lepiej byłoby, gdyby matka mnie usunęła będąc w ciąży . zobacz, jakby było pięknie. Ty byś nigdy mnie nie poznał, nie cierpiałabyś przeze mnie, a ja z miłości do Ciebie, rodzice mieliby święty spokój, mama nie płakałaby po cichu, bo znów ją zawiodłam, najbliżsi przyjaciele nie musieliby znosić moich wiecznych wahań nastrojów, sąsiedzi nie narzekaliby, że znów włączyłam muzykę za głośno .. nawet kot cieszyłby się z tego, że w końcu nikt na niego nie podnosi głosu . ale niestety, mama tego nie zrobiła, więc muszę radzić sobie sama. nie mam na tyle cholernej odwagi, żeby połknąć garść tabletek, popić alkoholem i spaść w wieczną otchłań. starczy mi tylko niebezpieczne wychylanie się przed pasami w czasie czerwonego światła, mając nadzieję, że w końcu mnie coś pierdolnie na amen .fuck off. jestem tępą suką...

czwartek, 13 października 2011

Jedyny odwyk, którego mi potrzeba to ten od Ciebie.

Cudowny wieczór, w moich ukochanych ramionach, z sokiem z liczi, leczem i papierosem, jednym, dwoma, trzema, całą paczką... Z Twoim zapachem na poduszce, z Twoimi ustami. Nie minęły nawet 24h, a ja już tęsknię. Kocham Cię kretynie!

niedziela, 9 października 2011

Czuliście się kiedyś jak w klatce? Nie ważne gdzie, ale czy kiedykolwiek dręczyło was takie odczucie? Jest jedno takie miejsce, właściwie miasto (no dobra nie takie znowu miasto)..fakt faktem jest tam najważniejsza dla mnie osoba na świecie, takie moje Słoneczko, ale ta okolica mnie przytłacza. To, że w co drugim domu mieszka moja rodzina lub ktoś kto kiedyś był jej członkiem czy też dopiero nim zostanie. Nie przywiązałam się jakoś szczególnie do tych ludzi więc, nie mam potrzeby się z nimi spotykać. Na ten weekend zostałam zmuszona (siłą) tam pojechać. Większość nocy spędzałam na balkonie. O tak noc mają wyjątkowe, nie ma nic tak pięknego jak noc w tamtejszym otoczeniu: odgłos płynącej w pobliżu rzeki, tłumione odległością szczekanie wiejskich psów, odgłos przejeżdżającego w oddali pociągu, cichego śpiewu leśnych ptaków i gwiazdy, nie ma nic równie pięknego jak gwiazdy, nawet te pojedyncze, widziane przez mgłę są takie piękne i nic nie jest już w stanie przerwać natłoku myśli, żaden dźwięk, żadne niepożądane uczucie, nic. Ten zimny wiatr muskający moją skórę, zimna posadzka balkonu pod stopami i to uczucie wolności, że nawet gdybym zechciała z niego zeskoczyć nikt mnie nie powstrzyma bo, wszyscy już dawno śpią...

Zaczynam wariować.

środa, 5 października 2011

I tak ukryć się pod wodą tak po prostu, nie myśląc o niczym, o nikim, nie pytając jakie będą tego konsekwencje, tak po prostu zapomnieć o całym świecie, o wszystkim co mnie na swój sposób niszczy. Tak po prostu, tak po prostu dać za wygraną, tak po prostu się poddać..bez walki, bez łez, bez bólu, bez strachu i wszystkich niepotrzebnych emocji, tak po prostu...

niedziela, 2 października 2011

more more more...

Popełniłam zbyt wiele błędów ostatnimi czasy. Zbyt wielu ludzi na tym ucierpiało. Trzeba to zmienić. Kiedy patrzę na to z perspektywy czasu widzę co, sprawiło, że jestem właśnie taka, taka nijaka, łatwa i pusta. Może to ludzie, z którymi bywałam wówczas tu i tam, tylko, że zauważyłam jedną rzecz, to byli ludzie od imprezy, nic po za tym, bo kiedy przychodzi moment słabości zostają tylko PRAWDZIWI przyjaciele. To co, zrobił M. bo siedmiu latach wspólnego życia dało pokaz jak bardzo człowiek może być zakłamany i sztuczny. Nie mogę już na to patrzeć, wszystko stało się takie dziwne, nie, to złe słowo, nie dziwne, a inne, prawdziwe. Zaczęłam patrzeć na świat oczami człowieka bez marzeń "było. nie ma. dziwnie." Tak właśnie jest. Ludzie pojawiają się w naszym życiu tylko na chwilę, tylko po to, aby zostawić jakiś ślad, czegoś nas nauczyć, a potem znikają. Żadna miłość, przyjaźń, znajomość nie jest wieczna. Wszystko się kończy bez względu na to jak bardzo pragniemy, aby to uczucie zostało w obu jednostkach. Wiem, że moja psychika upada, wiem, że niszczę sama siebie. Wiem, ale na chwilę obecną Go kocham, chociaż jego usta nie smakują tak jak kiedyś, słowa nie są już tak samo prawdziwe, a moje oczy nie błyszczą. Chcę w to brnąć, mimo wszystko. Kocham Go mimo wszystko.

wtorek, 30 sierpnia 2011

more love.

Uwielbiam Cię za to, że jesteś, że im dłużej Cię znam, tym bardziej przybywa mi powodów do kochani Cię jeszcze mocniej, za to, że każdy poranek zaczynam myśląc o Tobie. Uwielbiam Cię za to, że nie jesteś typowy, zwyczajny, że jesteś sobą. Jesteś wszystkim czego potrzebuje, że nie zmieniasz się z biegiem czasu, nie ma nikogo takiego jak Ty. Dla mnie, jesteś jedynym w swoim rodzaju, doskonale doskonałym, niesamowitym, jesteś Mój. Uwielbiam Cię za to, że ciągle chcesz mnie poznawać, pomimo moich błędów i wad nie rezygnujesz. Uwielbiam Cię za wszystko i za nic, z każdym dniem będę Cię uwielbiała coraz bardziej. Uwielbiam Cię za to, że nie chce przy Tobie niczego udawać, za to, że myślę o Tobie o wiele więcej, niż powinnam.


cudowne 24godziny teraz tylko do weekendu

piątek, 12 sierpnia 2011

Chciałabym umrzeć nad morzem.

piątek, 29 lipca 2011

Wieś.

Ostatni tydzień był genialny. Całkowicie się tego nie spodziewałam, że będę się tak dobrze bawić z rodziną. W piątek okazało się, że mój starszy kuzyn o siedem lat stanie się dla mnie taki jak moi przyjaciele, że cholernie zbliżę się do jego kolegi bo, znaleźliśmy wspólny temat, trudny, ale jednak. Będę tęsknić za przesiadywaniem w garażu, jeżdżeniem na piwo pod strażnicę, robieniem wsi we wrześni, jazdę bez pasów, jazdę po piwie do wrześni po fajki o drugiej w nocy, noc pod strażnicą, szczere rozmowy z kasperkiem, powrotem do domu 10 minut przed obudzeniem się ciotki, głupim gadaniem: "ciekawe coście robili w kuchni całą noc?!" "wy jesteście niepoważni" i najlepsze "może kasperek ma Ci umyć plecy?" hahaha :D, piciem żubrów codziennie, piątkowym johnny walker i moim powrotem do domu, dziadkiem, który mówił babci, że nie palę i wiele wiele więcej. Było naprawdę fajnie i chociaż był nie jeden przypał, nie jedna gadka to chcę wrócić tam jak najszybciej, szkoda, że okazja będzie dopiero na 9 czerwca...

poniedziałek, 25 lipca 2011

Nieznajomy
Wspomnienia to wszystko co, mamy, ale nie za wszystkie jesteśmy wdzięczni...

Rozmowa, z kimś nieznajomym o 4 rano, na środku pola w samochodzie (o ile można to nazwać samochodem), o tym co, przeżyliśmy i jak bardzo bolało. Tak naprawdę się nie znamy i pewnie już się nie zobaczymy przez najbliższy rok, ale tak cholernie dobrze Cię rozumiem, chyba nie chcę wracać, a jeżeli już to chcę was zabrać ze sobą. Ciekawe co, by na to powiedziała mamuśka? :D


Wracanie 10 minut przed wstaniem ciotki do domu jest fajne, ale teraz będzie głupie gadanie co, robiliśmy przez całą noc razem, jeb.

środa, 20 lipca 2011

goodbye my grey city, welcome to home

Już jutro o 8 zacznę wycieczkę przez drogi, na których tak dawno nie gościłam. Będziemy jechać 6 godzin tylko po to, abym znów mogła zobaczyć starych dobrych przyjaciół, chorego dziadka, zawsze wymagającą babcię, wrednego kuzyna i tego miłego wraz z dziewczyną, ciotkę kochającą tylko mówić "mój Adaś bla bla bla" i poczuć ten zapach, wyjątkowy zapach dzieciństwa. Tak dawno mnie tam nie było, aż momentami zastanawiam się czy Asia mnie pozna, a może to ja nie poznam jej? To przerażające. Będziemy miały tylko tydzień dla siebie. Oby tylko była w domu.

Od jutra będę dostępna pod adresem, którego dokładnie nie znam.
ul. Wrzesińska, Węgierki
kocham Poznań, kocham Wielkopolskę :)

poniedziałek, 11 lipca 2011



Już tak późno, a oni śpią. zaraz i ja pójdę spać.
Nie myślałam, że jeszcze kiedyś porozmawiamy w ten sposób.

czwartek, 23 czerwca 2011

Obiecaj, że nie pozwolisz mi tego spierdolić.


To zdjęcie kojarzy mi się ze skinsami.... być może tylko mnie, trudno.
Lubię je.

Cieszę się, że czasami ktoś myśli za mnie, że mnie pilnuję bym nie roiła głupot. Czasami jednak nie wychodzi. Wczoraj prawie spieprzyłam, nie oszukujmy się. Muszę się ogarnąć. W końcu!

środa, 22 czerwca 2011

Jesteś moją kawą o 6 rano, kimś, o kim myślę codziennie zasypiając.

Może jeszcze nie, ale za każdym razem kiedy się widzimy chcę móc Cię przytulić, pocałować. Już bez zastanowienia. Z K. było łatwiej, to on przejmował pałeczkę, a Ty jesteś ostrożny, do tego stopnia, że jakieś dziecko skaczę mi w głowie i biję pięściami o podłoże by móc Cię przytulić, chodź na dłużej niż kilka sekund kiedy się witamy czy żegnamy. O boże.



sobota, 18 czerwca 2011

Day, Friday :D

Co za dzień. Naprawdę dawno nie czułam się tak dobrze. Dzień spędzony w wyborowym towarzystwie i wieczór pełen śmiechu. Cieszę się, że jest ktoś taki jak Ty. :)

czwartek, 16 czerwca 2011



Za bardzo tęsknie. Tęsknota mnie zniszczy.

niedziela, 12 czerwca 2011

Bywałeś w sercu, bywałeś w głowie, tylko kurwa normalnie bywać nie możesz.

Potrzebuję teraz trochę czasu i trochę samotności, żeby poukładać siebie od nowa. Zepchnęłam się bardzo głęboko, muszę więc dogrzebać się do tej dziewczyny sprzed kilku dni. Choć ta obecna nie jest przecież taka zła, jest po prostu smutna. Ludzie boją się smutku, jakby był zaraźliwy, choć to moja naturalna reakcja na otaczającą mnie rzeczywistość. Póki co chcę odbudować ten pancerz ochronny, bo w pewnym momencie o nim zapomniałam. A on wdarł się do środka. Wiem, teraz mam nauczkę - popękaną skorupkę i świadomość, że nie powinnam tęsknić za kimś, kto niekoniecznie śpi samotnie. Słowo przepraszam jest najgłupszym słowem świata, wyprzedzając nawet 'kocham Cię'. A mówisz, że Ci przykro. Uwierz kretynie, że mi bardziej, bo obiecałam sobie, że nie będę przez Ciebie płakać. Nie udało się. To nic nie zmienia, nie wymażę Cię ze swojej pamięci. Co mnie nie zabije, to mnie wkurwi, więc mam ochotę uderzyć Cię z całej siły, żebyś poczuł choć chwilę to, co ja. A potem wypalić Ci literkę L na czole. L jak loser. Bo takiej dziewczyny jak ja się nie oszukuje, dobrze o tym wiesz, do kurwy nędzy. Wiesz dobrze, że to obraza najcięższego kalibru. Pierdol się na tę chwilę, nie obchodzi mnie to z kim. Nic mnie nie obchodzi. Nie, Ty mnie obchodzisz, ale wiesz, od teraz najważniejsza jestem ja. Poradzę sobie.

piątek, 10 czerwca 2011

a
mam pytanie
b
pytaj;d
a
ale szczerze
b
i nie tak oficjalnie
a
tez sie ze mna spotykales tylko, zeby sie ze mna przespac ?
b
nie
a
to milo
b
na prawde myślałaś że tylko po to sie z Tobą spotykałem?
a
teraz już nic nie myśle.



Sączę piwo od półtorej godziny, sama. Jedząc na zmianę to czekoladę to spagetti z proszku.... Jestem taka śmieszna.

środa, 1 czerwca 2011

(...)ale do mnie nie musisz miec dystansu, ja Ci niczego złego nie zrobie

To śmieszne. Znowu przegrałam. Znowu ta sama rozmowa, głupie gadanie. Złudne nadzieje. Stracony czas. Tak, tracę czas na coś co, nigdy nie wyjdzie. O boże...hahaha jak bardzo to jest śmieszne. Nie potrafię przestać się śmiać. O kurwa to jest żałosne, ale takie śmieszne. Miłość jest popierdolona.

wtorek, 31 maja 2011

W środku nocy wspomnienia bolą najbardziej.

Wieczór. Zaraz pójdę spać. Długo nie będę potrafiła zasnąć, jak w każdy wtorek. Tylko, że już nie z ekscytacji jaki ten dzień był wspaniały i jak bardzo czuję na sobie Twój zapach. Teraz to bardziej rozpamiętywanie tych dni, tego, że znów miałeś inne plany. Cholera. Przecież nigdy nic sobie nie obiecywaliśmy, ty tylko mówiłeś, że chcesz ze mną być. To wszystko. A ja głupia małolata Ci wierzyłam. Nawet teraz kiedy dokładnie dwa tygodnie temu powiedziałeś, że nie potrafisz się ze mną rozstać to dlaczego, pytam kurwa dlaczego nie potrafisz znaleźć też czasu, żeby się ze mną zobaczyć? Rozpamiętywanie tego wszystkiego tak bardzo boli. Każdy facet przechodzący obok przypomina mi Ciebie; koszulką, zapachem, fryzurą, zachowaniem, nawet głosem. Cholera jestem żałosna. A to takie śmieszne.

"Żadnen mężczyzna nie jest wart twoich łez, ale kiedy znajdziesz takiego, który jest ich wart, to nie on będzie powodem, byś płakała."

Jestem żałosna i jedyne na co, mnie teraz stać to śmiech, pusty, płaczliwy śmiech. Gdybym słuchała ludzi patrzących na to wszystko z zewnątrz może było by inaczej...chociaż ja nie chcę inaczej, chcę, żeby było jak wcześniej, tak jak na samym początku. Żebyś mówił mi jaka jestem kochana, porywał moje usta do tańca, otulał swoim zapachem i nie dawał zasnąć do rana. Teraz tylko trzeba odetchnąć, raz, drugi, a może nawet trzeci, obrócić się na pięcie i powiedzieć magiczne słowo "nie".

poniedziałek, 25 kwietnia 2011

sobota, 23 kwietnia 2011

Nie wiem jak się zachować. Co zrobić. Ta decyzja będzie trudna i pewnie zaryzykuję. To będzie zły wybór, ale "lepszy" może wcale nie być "lepszym". Nie wiem już nic. Nieświadomość jest zajebista.



niedziela, 10 kwietnia 2011

fuck.

nie mogę patrzeć na to co, mam na głowie. weekend był chujowy. zaczął i skończył się równie chujowo. mam dosyć. serdecznie dosyć wszystkiego.

czwartek, 7 kwietnia 2011

To zbyt trudne. Nigdy nie może być za długo dobrze. Pieprzy się wszystko razem. Dobrze, że już jutro piątek.


lubię pachnieć Tobą ;*

środa, 6 kwietnia 2011

Jego zapach.
Jego smak.
<3

sobota, 2 kwietnia 2011

Dzisiaj było fajnie. Tylko ta świadomość tego, że mogłoby być lepiej. Brakowało mi takiej swobody jaką czuję przy Tobie.


kiss me.
love me.
Usiądź.
Posłuchaj.
Policz do dziesięciu.
Wszystko wróci do normy.
Jutro będzie lepiej.
Pójdziemy na długi spacer.
Porozmawiamy.
Pośmiejemy się.
Zapomnimy o wszystkim.
A potem wrócimy.
Zostanę tylko JA.
Zostaniesz tylko TY.
Nie będzie nas.
Jeszcze nie teraz.
Jeszcze mamy czas.



puszczają mi nerwy...

środa, 30 marca 2011

Good person.

Bardzo pozytywny dzień. Dużo śmiechu, zabawy. Brakowało mi tego. Dnia bez myślenia o problemach. Dnia pełnego uśmiechu. Dawno się tak dobrze nie czułam. Było naprawdę miło.

Oczarowałeś mnie.

poniedziałek, 28 marca 2011

My day.

Tak bardzo potrzebuję ciszy. Chwili na uspokojenie. Jeszcze tylko jeden dzień i będę wolna, wolna na kilka, a może kilkanaście godzin. To będzie mój dzień.

piątek, 25 marca 2011

LOVE

Zawsze twierdziłam, że nie chcę mieć dzieci. Nie mam namyśli, że ich nie lubiłam,aczkolwiek wydawało mi się, że dzieci to tylko problem. Jednak kiedyś zostałam z Mikołajem. Mały spał, a wszyscy pracowali w ogrodzie. Obudził się kilka razy. Za każdym razem kuzyn tulił się do mnie. A kiedy zasnęłam razem z nim i czując jak bije jego malutkie serduszko, to bijące ciepło od dziecka moje myślenie obróciło się o 180stopni. Po prostu dzieci potrafią kochać bardziej niż dorośli. To jest piękne.

środa, 23 marca 2011

"czegoś wcziąż mi brak..."

Boje się. Tak okropnie się boję, że to się powtórzy. Tylko, że wtedy już nie zdążę. Ona popełni największy i ostatni błąd swojego życia, a ja dowiem się po fakcie. Kiedy będzie za późno, żeby się rozpłakać i powiedzieć jej o wszystkim. O tym, że wiem. Wtedy stracę ostatnią osobę, która mnie w jakiś sposób stworzyła. Chciałabym, żebyś to przeczytała, żebyś wiedziała jak bardzo Cię kocham. Może nie jestem najlepszą siostrą, ale kocham Cię, chociaż nie potrafię z Tobą rozmawiać. Jesteś dla mnie bardzo ważna, a każda kłótnia tak strasznie boli. Chcę, żeby było jak kiedyś...

poniedziałek, 21 marca 2011

Prefer.

Wolę się uśmiechać.
Wolę dzieci niż dorosłych.
Wolę książki i muzykę.
Wolę spacer po lesie.
Wolę niebo gwieździste.
Wolę wschód od zachodu.
Wolę iść niż stać w miejscu.
Wolę milczeć niż mówić, że wszystko jest w porządku.
Wolę szum rzeki od szumu ulic.
Wolę miasto nocą od tego za dnia.
Wolę drogie wino od taniego piwa.
Wolę zapach starych fotografii.
Wolę kochać niż być kochaną.
Wolę wiosnę.
Wolę tańczyć w deszczu.

niedziela, 20 marca 2011

"Cóż z tego, że człowiek ma cały świat, kiedy straci duszę?"

Znowu to robię. Katuję się Twoimi słowami, w kółko je czytając. Właściwie nie muszę tego czytać. Znam ten tekst na pamięć. Wystarczająco dobrze, aby wyrecytować go jak wiersz. Każde słowo sprawia ból i wywołuje rozpacz w głębi mojego oziębłego serca. Niemy krzyk i suche łzy, które są jak żrący kwas niszczący resztę mojego marnego istnienia. Wszystko dzieje się na moje życzenie. Gdybym do nie wracała byłoby prościej, o wiele prościej. Niestety należę do osób, które nie lubią pozostawiać nie wyjaśnionych spraw. Mam tyle pytań, pytań bez odpowiedzi. Gdy tylko pragnę zadać jedno z nich, zażądać wyjaśnienia okazuje się, że głos uwiązł mi w gardle, po prostu nie potrafię. Boję się skutków. Jestem Tchórzem, przez takie duże "Te".



piątek, 18 marca 2011

To dziwne uczucie, kiedy po raz pierwszy w życiu, robi mi się słabo po widoku własnej krwi. Może to wina gorączki, a może zmieniła się moja wrażliwość, w każdym bądź razie nie jest to przyjemne.


Moje palce straciły dziś wyjątkowo dużo krwi, ale czego się nie robi dla miłości, już tak nie osiągalnej?

czwartek, 17 marca 2011

Who are u ?

Czuję wściekłość. Oceniasz kogoś z kim nie zamieniłaś słowa.
Co Ty możesz wiedzieć? Jakim prawem mówisz o niej źle? Nie znasz jej. Nie wiesz jaka jest naprawdę. Słuchając mojego narzekania nie mogłaś jej poznać. Bo ona kocha. Bo jest prawdziwa. Jest moja i tylko ja, ja do cholery mogę mówić o niej źle, kiedy mnie rozzłości. To ona ukształtowała to jaka jestem i mimo wszystko jestem jej za to wdzięczna. Mogłabym być kimś o wiele gorszym. Mogłabym nigdy nie zacząć rysować. Więc to zapamiętaj, że nie masz prawa tego pieprzonego prawa jej oceniać.

środa, 16 marca 2011

Running through a field where all my tracks will
Be concealed and there is nowhere to go

Jeszcze tylko dwa tygodnie i będę mogła opuścić tę miejsce na 12h.
Niech tylko pogoda dopisze moim planom.
Wyłączę telefon.
Wsiądę w autobus.
I pojadę.
Poznać to wszystko od nowa.
Poczuć te świeże powietrze.
Zamoczyć stopy w strumyku.
Pobiegać boso po lesie.
Wszystko będzie takie jak kiedyś.


piątek, 11 marca 2011

no.

Coraz częściej mam ochotę się pozbyć problemu w jedyny znany mi sposób, może nie jedyny, aczkolwiek najłatwiejszy w moim mniemaniu. Rzucić wszystko, zostawić, bezpowrotnie odejść i już nigdy nie wrócić. Tak naprawdę odejść. Na zawsze. Uciec. Może byłoby to lepsze? Taki nowy start. Albo ostateczny koniec. To co, się dzieje mnie przerasta. Chciałabym mieć na tyle odwagi, aby połknąć te kilka tabletek i popić winem. Niestety jestem tchórzem. Takim cholernym tchórzem, który nie potrafi niczego doprowadzić do końca. Niczego.

jutrzejszy dzień zapowiada się bardzo fajnie.

niedziela, 6 marca 2011

A person who truly loves you will never let you go, no matter how hard the situation is.

Nie płaczę przez facetów. Płaczę przez przyjaciół.
Facet nie ten to następny, przyjaciel jest na zawsze.


zaczynam się zastanawiać czy nie usunąć tego bloga, fb, nk i reszty tego chłamu.
http://a6.sphotos.ak.fbcdn.net/hphotos-ak-snc6/198563_150644751662594_100001512110615_296691_3191202_n.jpg

piątek, 4 marca 2011

Thank you.

To naprawdę miłe. Nie spodziewałam się takich słów z Twojej strony. Uśmiechałam się wówczas do monitora, czytając każdą Twoją troskliwą wiadomość. Dziękuję Ci za to, że mimo naszych głupich (bo jakże inaczej to nazwać) kłótni jesteś taka jaka jesteś.
Ostatnio zauważyłam, że coraz więcej osób się o mnie martwi, kochani, naprawdę dam sobie radę :). Chociaż jestem trochę roztrzepana to wbrew pozorom panuję nad tym co, dzieję się wokół mnie i cenię was za to, że się tak martwicie, chociaż niepotrzebnie. Dziękuję wam, wam wszystkim, którzy są blisko.

http://a4.sphotos.ak.fbcdn.net/hphotos-ak-snc4/75388_106435846095557_100001874252621_53719_5153288_n.jpg



środa, 2 marca 2011

Oscar et la dame rose.

„Wtedy, ciekawa rzecz, zaczęliśmy oboje płakać, ale to było bardzo przyjemne. Fajne jest życie we dwoje. Szczególnie po pięćdziesiątce, kiedy ma się za sobą różne przejścia.”
-Éric-Emmanuel Schmitt - "Oskar i pani Róża"

Po "Posłańcu" nie wierzyłam, że znajdę coś równie wspaniałego. Jednak kiedy dałaś mi tę małą, cieniutką książeczkę do rąk, gdy tylko przeczytałam pierwszą stronę zrozumiałam, że się myliłam. Nie mogę powiedzieć, którą książkę bardziej pokochałam. Obie są wyjątkowe. Tak samo jak do twórczości Zusaka powracam, tak i będę czytywać Schmitt'a. Zainteresowało mnie już kilka innych powieści tego autora. Teraz tylko zebrać odpowiednią ilość pieniędzy i udam się do najbliższej księgarni aby poczuć na nowo tę cudowną woń.


wtorek, 1 marca 2011

I will teach you to jump off the roof.

Niesamowicie ranią Twoje słowa. Znowu to robię. Nie chcę, a jednak to dzieje się wbrew mojej woli. To smutne. Może mocna, głośna muzyka zagłuszy moje myśli...


Tak bardzo chciałabym do kogoś zadzwonić i wypłakać się do słuchawki...


niedziela, 27 lutego 2011

i love friday.

Piątek był świetny. Szkoda tylko, że zabrakło Asi. Dziękuję Agacie, Michałom i Pawłowi oraz reszcie ludzi, których imion nie znam czy też nie pamiętam :D pogo wcale nie jest fajne :D



a tu filmiki z koncertu <3



i oficjalny :D

środa, 23 lutego 2011

Friday.

byle do piątku.
byle do godziny 20 :D


niedziela, 20 lutego 2011

people.

Coraz więcej osób udowadnia mi, że nie zasługuje nawet na jakikolwiek szacunek. Nie rozumiem. Niby czegoś chcecie, ale nie potraficie uszanować innej decyzji czy też zdania na temat, który jest przez was pożądany. Wiem, że to ja jestem taka samolubna, zła i niegodna zaufania, ale nigdy Ci niczego nie obiecywałam i nigdy o nic nie prosiłam. Zawsze gram w otwarte karty. Lubię mieć jasność sytuacji. Przykro mi, że Ty odebrałaś to inaczej, jednak teraz stajesz się dla mnie nikim. O dwa słowa za dużo. Nawet nie wyobrażasz sobie mojej złości. Ona rozrywa mnie od środka, ale nie boli. Nie boli, bo nigdy nie traktowałam Cię w sposób różniący się od innych. Jesteś jak przelotny deszcz wiosną:pojawiasz się, a potem znikasz. Nic po sobie nie pozostawiasz, może kilka miłych (?) wspomnień. To wszystko.

wtorek, 15 lutego 2011

spring.

Z całych sił pragnę nadejścia wiosny. Nocnego bosego spaceru po lesie, przesiadywania na balkonie, na zimnych kafelkach i wieczorów przy oknie z gorącą czekoladą w ręce. Chcę promieni słońca, powiewu wiosennego wiatru i zieleni traw. Czy tak wiele mi potrzeba?


sobota, 5 lutego 2011

old song.

Ostatnio natknęłam się na piosenkę Gosi Andrzejewicz, dosyć starą, ale przywołała we mnie pozytywne wspomnienia. Widziałam siebie jako jedenastoletnią dziewczynkę, która przy tej piosence tańczyła sobie w kuchni. Coś tak banalnego wywołało u mnie uśmiech. Lubię uśmiechać się do siebie.


Pamiętam ten moment kiedy po raz pierwszy spojrzałeś mi w oczy,
trwało to kilka minut, a Ty wciąż patrzyłeś mi w oczy.

czwartek, 3 lutego 2011

Try for once reveal your face and look straight at the sun ..

Dzisiaj lekcja wychowawcza ze szkolną panią psycholog, zadała nam ćwiczenie, które polegało na tym, aby każdy z nas usiadł na środku trzymając w ręku kartkę i długopis, by móc zapisywać swoje pozytywne cechy charakteru i wyglądu, dyktowane przez resztę klasy. Pierwsza poszła Magda, nie wiem dlaczego, ale była jedyną osobą, której dobrej cechy znaleźć nie potrafiłam, nie mam na myśli, że ona jej(ich) nie ma, ale chyba się już przyzwyczaiłam, a może po prostu ona dla mnie taka nie jest? W każdym bądź razie nie widziałam u niej pozytywnych cech, przynajmniej tych, które jeszcze nie zostały wymienione. Kilka minut później przyszła kolej na mnie. Cechy charakteru, które padły to nie ja. Tak nagle uświadomiłam sobie, że żadne z nich mnie nie zna, ani trochę, nie pojawiła się żadna cecha, którą mam. Może po prostu nie mam dobrych cech, ale przecież każdy ma przynajmniej jedną.
Oni nie znają mnie i ja ich również. Podobno jesteśmy zgraną klasą, wszyscy tak uważają, ja nie. Nie na tym polega zgrana klasa.


Boję się tylko jednej rzeczy tego, że nie będę miała lepszej możliwości.


środa, 2 lutego 2011

game over?

Od dłuższego czasu zastanawia mnie jedno Twoje spostrzeżenie, nie, nie utrzymuję, że tak nie jest. Jenak zawsze wydawało mi się, że jestem na tyle dobra i tak długo w to brnę, że nie możliwością jest, aby ktoś się zorientował, że ja to tak naprawdę nie ja.Kreuję sama siebie, żeby ludzie nie wiedzieli za dużo, żeby mogli śmiało powiedzieć, że jestem szczęśliwa, szczęśliwa i głupia. Lubię to moje udawanie, bo jest moje i tak naprawdę nawet ja nie znam siebie do końca.

czwartek, 27 stycznia 2011

silence.

to mnie przerasta. proszę. nie wszystko naraz.

środa, 26 stycznia 2011

dream, you're in my dream.

Bardzo rzadko miewam sny. Może to dlatego, że tak późno chodzę spać. W każdym bądź razie sny to u mnie rzadkość, ale dzisiejszej nocy było inaczej. Przyśniłeś mi się, wiesz? Nie wiem dlaczego i nie pamiętam tego snu zbyt dokładnie, ale pamiętam Ciebie. Podejrzewam, że jest to spowodowane wiedzą, że Ciebie dla mnie i mnie dla Ciebie już nigdy nie będzie. Cholernie mi Ciebie brak, ale nie mogę być taką egoistką, przepraszam.


wtorek, 25 stycznia 2011

message.

Napisałam smsa. O trzeciej w nocy. Nie wysłałam. Może go kiedyś wyślę. Może. Ale teraz już za późno. To nic nie da. Nic.

może najwyższy czas pokazać światu, że wcale nie jestem taka szczęśliwa i głupia?

niedziela, 9 stycznia 2011

I love you

Wiem, że są rzeczy, o których wolałabym nie wiedzieć, ale ta niewiedza staję się powoli pudełkiem, z którego nie jestem w stanie się wydostać, czymś co, powoduję, że cierpię razem z Tobą. I choć nie jestem Twoim odbiciem i zapewne nie potrafię Ci pomóc tak jak Ty pomagasz mnie, jednak potrafię słuchać, co może dla niektórych osób być nieprawdopodobne natomiast dla reszty czymś pożytecznym. Czasem potrzebujemy tylko tego, żeby ktoś nas mógł wysłuchać i pomóc jeżeli potrafi. Wiem, że nie jestem najlepszym powiernikiem, przyjacielem czy też człowiekiem, ale tak cholernie boli mnie to, że nie potrafisz mi zaufać kiedy ja ufam Tobie bezgranicznie.




sobota, 8 stycznia 2011

Sometimes you have to jump off a bridge, to grow wings.

Niecały tydzień temu wyszłam z domu o 3 i udałam się na cmentarz. Do tej pory nie wiem co, mną kierowało, w każdym bądź razie szłam, szłam przed siebie i myślałam tylko o jednym, że muszę zapalić znicz. Kiedy już doszłam do cmentarza dotarło do mnie, że może być on zamknięty, nie był. Weszłam i idąc główną aleją, słysząc świst wiatru uparcie dążyłam do jednego nagrobku, w środku czułam, że muszę iść dalej, że muszę zapalić ten cholerny znicz. Właściwie upadłam na kolana, zapaliłam zapałkę, zgasła odpalam następną znów to samo. Kilka razy ta sama sytuacja. Łzy spływały mi po policzkach, nie piekły. Jeszcze nie. Nie wiem ile zajęło mi trafienie na cmentarz, ani ile tam spędziłam czasu, wiem, że klęczałam, a właściwie siedziałam i płakałam. Co jakiś czas przepraszałam go i powtarzałam, że to moja wina. Kiedy dotarło do mnie, że siedzenie tam nie ma większego sensu postanowiłam wrócić do domu. Kilka razy się odwróciłam i chciałam wrócić i zacząć wszystko od początku, ale się powstrzymywałam. Wyszłam. Wyciągnęłam fajki z kieszeni, chociaż chwilę to trwało bo ręce mi już zmarzły. Zapaliłam, ale zapaliłam naprawdę i naprawdę do porządku się zaciągałam. Płakałam i idąc do domu chciałam jak najszybciej wypalić tego papierosa. Wypaliłam. Odpaliłam kolejnego, zaczęło mi się kręcić w głowię z każdym kolejnym pociągnięciem coraz bardziej. W końcu zaczęłam tracić równowagę, czułam, że zaraz zemdleję. Ale nie! Chwila, przecież muszę wrócić do domu przed Patrycją. Odpalam kolejnego papierosa, idę dalej. Jestem już właściwie kilkaset metrów od domu kiedy kończy się druga fajka. Odpalam kolejną i kończę pod klatką. Nadal kręci mi się w głowie. Wchodzę na klatkę schodową, wkładam klucz do zamka i wtedy okazuje się, że drzwi są zamknięte na górny zamek, otwieram go. Wchodzę, widzę torbę siostry i myślę "udało się, była tak zmęczona, że nie zauważyła mojej nie obecności". Mimo to zaczynam się trząść. I wtedy do przedpokoju wchodzi Pati. Wyczuwa, że paliłam. Pyta, ja potwierdzam. Idziemy do kuchni, mówi, że mam nie płakać. Pyta, pyta kilkakrotnie co, się ze mną dzieję, ale ja sama nie wiem. Nie wiem, co robię ze swoim życiem. W końcu opowiadam jej o tym, co sobie sama wmówiłam. Następnie pytaniem proszę, żeby zachowała to dla siebie. Nie mówi nic matce. Idę umyć zęby, przebrać się w piżamę i idziemy spać. Rano wstaję i myślę "Mariusz mnie zabiję, zabiję mnie". A wtedy przypomina mi się sytuacja, która wydarzyła się zeszłej nocy i dochodzę do wniosku, że ona jednak mnie kocha...