Dzisiaj lekcja wychowawcza ze szkolną panią psycholog, zadała nam ćwiczenie, które polegało na tym, aby każdy z nas usiadł na środku trzymając w ręku kartkę i długopis, by móc zapisywać swoje pozytywne cechy charakteru i wyglądu, dyktowane przez resztę klasy. Pierwsza poszła Magda, nie wiem dlaczego, ale była jedyną osobą, której dobrej cechy znaleźć nie potrafiłam, nie mam na myśli, że ona jej(ich) nie ma, ale chyba się już przyzwyczaiłam, a może po prostu ona dla mnie taka nie jest? W każdym bądź razie nie widziałam u niej pozytywnych cech, przynajmniej tych, które jeszcze nie zostały wymienione. Kilka minut później przyszła kolej na mnie. Cechy charakteru, które padły to nie ja. Tak nagle uświadomiłam sobie, że żadne z nich mnie nie zna, ani trochę, nie pojawiła się żadna cecha, którą mam. Może po prostu nie mam dobrych cech, ale przecież każdy ma przynajmniej jedną.
Oni nie znają mnie i ja ich również. Podobno jesteśmy zgraną klasą, wszyscy tak uważają, ja nie. Nie na tym polega zgrana klasa.