I znów dostaję od życia w twarz. Powietrze staje się cięższe do tego stopnia, że prawie się duszę. Słowa jak kamienie odbijają się ode mnie zostawiając ślady po sobie. Łzy płyną mimo woli, a ja muszę nadal żyć i biec do przodu. Tylko KURWA ja nie mam już sił...
wtorek, 23 kwietnia 2013
sobota, 20 kwietnia 2013
Zapomnisz może o osobie, z którą się śmiałeś, lecz nigdy nie zapomnisz o osobie, z którą płakałeś.
I chociaż Cię nie ma to sprawiasz ból większy niż, gdy kręciłeś się w pobliżu. Każdym miejscem gdzie byliśmy razem. FUCK! Nawet mój pokój jest pełen wspomnień; poduszka, krzesło, podłoga, biurko czy ściana-wszystko jest pełne CIEBIE.
Cały czas zadaję sobie ból, sama się karam za bycie niewystarczająco dobrą, nie dość taką jaką mnie chciałeś, za bycie nieidealną. Za bycie sobą. Za miłość. Za oddanie. Piję, piję za błędy dziecka, którym kiedyś byłam póki Cię nie znałam...
sobota, 13 kwietnia 2013
pudełko.
Zamknęłam się na cztery spusty i siedzę w swoim własnym świecie. Dobrze mi tu, w świecie gdzie nie ważne czy mam na sobie modne jeansy czy stare dresy, w świecie gdzie nie muszę się malować, gdzie nawet jak zacznę chodzić nago nikogo to nie zdziwi bo, wszyscy mnie znają, tak zaskakująco dobrze, że choćbym chciała zacząć chodzić na uszach to nie wzbudzi to w nikim żadnej sensacji. Czuję się tu w jakiś sposób wolna, nie muszę udawać. Chociaż przyznam ostatnie kilka wydarzeń są powodem mojej dość dużej radości, ale jednocześnie tak samo dużego strachu. W końcu mogę żyć normalnie(?)
poniedziałek, 8 kwietnia 2013
Teoretycznie jestem sama, praktycznie uwięziona w przeszłości i wspomnieniach.
Mętlik w głowie. Mętlik w samej sobie. Bałagan. Niech ktoś to w końcu pozamiata! Nie, to nie może być Ktoś, to muszę być Ja. Tylko jak? Jak ogarnąć życie, które rozsypało się na kawałki? Gdzie te setki planów na przyszłość? Co się stało z tą pogodną dziewczyną, która miała wszystko? Gdzie jest ten uśmiech, uśmiech radości? PYTAM SIĘ GDZIE?! Gdzie to wszystko znikło?! -ah, no tak, zapomniałam...to wszystko odeszło razem z Tobą... ALE czy naprawdę chciałam to ciągle akceptować? Tą wieczną niepewność i brak wiary w to, że w końcu zaczniemy sobie ufać. TERAZ WIEM, ŻE ROBIĘ DOBRZE. Boli. Będzie jeszcze długo boleć. Nie potrafię ufać. Nie potrafię mówić. Wszystko jest nie takie. Wszystko jest jakieś takie pojebane, ja też.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


