Czuliście się kiedyś jak w klatce? Nie ważne gdzie, ale czy kiedykolwiek dręczyło was takie odczucie? Jest jedno takie miejsce, właściwie miasto (no dobra nie takie znowu miasto)..fakt faktem jest tam najważniejsza dla mnie osoba na świecie, takie moje Słoneczko, ale ta okolica mnie przytłacza. To, że w co drugim domu mieszka moja rodzina lub ktoś kto kiedyś był jej członkiem czy też dopiero nim zostanie. Nie przywiązałam się jakoś szczególnie do tych ludzi więc, nie mam potrzeby się z nimi spotykać. Na ten weekend zostałam zmuszona (siłą) tam pojechać. Większość nocy spędzałam na balkonie. O tak noc mają wyjątkowe, nie ma nic tak pięknego jak noc w tamtejszym otoczeniu: odgłos płynącej w pobliżu rzeki, tłumione odległością szczekanie wiejskich psów, odgłos przejeżdżającego w oddali pociągu, cichego śpiewu leśnych ptaków i gwiazdy, nie ma nic równie pięknego jak gwiazdy, nawet te pojedyncze, widziane przez mgłę są takie piękne i nic nie jest już w stanie przerwać natłoku myśli, żaden dźwięk, żadne niepożądane uczucie, nic. Ten zimny wiatr muskający moją skórę, zimna posadzka balkonu pod stopami i to uczucie wolności, że nawet gdybym zechciała z niego zeskoczyć nikt mnie nie powstrzyma bo, wszyscy już dawno śpią...
Zaczynam wariować.