W 2012 roku wiele się działo, wiele zmieniło tak z dnia na dzień.Wiele osób się przypałętało i jeszcze szybciej znikło. Wiele zyskałam, ale i sporo straciłam. Styczeń i luty to były miesiące zabawy w miłość, a marzec i kwiecień to robienie sobie na złość, uciekanie przed wszystkim co, nieznane, maj był pełen imprez i ludzi "na chwilę", początek czerwca był cudowny, potem był wyjazd, który mnie sporo kosztował, ale któremu wiele zawdzięczam, w lipcu mimo, że nie byłam w domu był obóz na którym była pewna, że chcę tam zostać, sierpień zmienił wszystko i wróciłam do domu gdzie już nic nie było takie jak wcześniej.Wrzesień mnie zostawił, zostawił samą bo, moi przyjaciele woleli się dymać ze sobą i brać wszystkich na wyłączność, październik to moje wyłamanie się z zasad, ale bez żadnych skutków, listopad był naszym listopadem, a grudzień był chyba połączeniem wszystkich wcześniejszych miesięcy, było źle by mogło być lepiej. Zrozumiałam na pewno dwie rzeczy, że dobrze mieć ludzi, którzy nas kochają bez względu na to czy wszystko się układa, czy nie. Sylwester był najlepszy w moim życiu, kochaliśmy się i kochać się będziemy. Cudowny taniec na rynku, składanie życzeń wszystkim, było pięknie! Dziękuję za to, że już tyle ze mną wytrzymujesz, że dajemy radę nie ważne co, się dzieje. Nawet, gdy wszystko się wali potrafimy żyć ze sobą, a nie obok siebie. Jesteś dla mnie wszystkim tym co, mam.