poniedziałek, 16 sierpnia 2010

Najwyższy czas.

Byłam dzisiaj w tutejszym sklepie za pierwszym razem po prostu zostałam wysłana po pieczywo, za drugim razem dla przyjemności, po lody i pooddychać świeżym powietrzem, i tak po prostu się przejść sama ze sobą. Idąc za pierwszym razem patrzyłam pod nogi i mdliło mnie za każdym razem gdy mijałam rozjechaną żabę z flakami na wierzchu...wracając uważałam, żeby w "nic" nie wdepnąć -.-. Wracając drugi raz z tego prymitywnego sklepu nie rozglądałam się po drodze po prostu szłam przed siebie tak po prostu... I idąc do domu myślałam tylko o tym jak to się stało, że okolica kiedyś tak dobrze mi znana stała się obca, obca od tak. Jakby ktoś wymazał z mojej pamięci całe dzieciństwo i spędzane tu w Sławkowie wakacje, to wszystko prysło jak sen. Tak cholernie mi tego brak. Budowania szałasu przy domu jakieś ciotki, której imienia nie pamiętam, ale wiem, że ma dorosłą córkę i syna, chyba dwóch, nigdy u niej nie byłam, ale zawsze mówiłam "Dzień dobry" nawet, gdy taki nie był. I tego jak goniłam jakieś dziewczyny z kijem na rowerze (seledynowym składaku), który chyba jeszcze stoi na strychu :D Nawet tej gleby na tym rowerku mi brakuje-kolana goiły się prawie 3 tygodni, zjeżdżania na sankach z górki, która obecnie jest zarośnięta nie miłosiernie -.-.
Najwyższy czas to zmienić, od jutra częściej wygodzę z domu, poszukam towarzystwa...niekoniecznie starego.. Czas na zmiany, najwyższy czas...