środa, 11 sierpnia 2010

Od trzech dni siedzę w domu i umieram. Kocham to po prostu, dostałam to czego chciałam, ten święty spokój, który już mnie przerasta, którego mam dość. Zaraz zwariuję. Wszystko co, chciałam zrobić/ dokończyć już zrobiłam, jedynie pół twarzy [H]OUSE m.d. mi zostało do dokończenia, ale pewnie niedługo nadejdzie 'finito'. Słuchając Bartosiewicz siedzę i staram się nie myśleć, i modlę się żeby mi przeszło, żeby jutro ktoś ruszył dupsko i tu przyszedł, chociaż wiem, że większość moich znajomych jeszcze bawi się na wakacjach, nie chcę tego psuć...

Nie daję rady....
dobranoc.