sobota, 27 listopada 2010

I hate hope...

Nigdy nie odnosiłam się jakoś specjalnie z tym co, czuję. Pewnie teraz też nie będę. Sama nie wiem po co, komukolwiek mówiłam o zaistniałej sytuacji. Przecież dałabym sobie radę, przez całe moje dotychczasowe życie dawałam sobie radę, więc teraz też by jakoś było. Zdecydowanie za dużo osób wie, o czymś czego nie udźwignie, będą starali mi się w jakiś sposób pomóc...szkoda, że nikt nie zapytał mnie o zdanie. To przykre, że większość ludzi uparcie twierdzi, że wie co dla Ciebie lepsze, mówi jak powinieneś się zachować w tej czy innej sytuacji. Tak wiem, wszyscy chcą mi w jakiś tam sposób ulżyć, pomóc, tylko czemu do cholery nikt nie wpadł na genialny pomysł, żeby zachowywać się naturalnie tak jakby nigdy nic się nie wydarzyło? Czy to takie trudne? Chcę żyć normalnie, przynajmniej spróbować, dlaczego tak bardzo chcecie mi to utrudniać nie rozumiem toku myślenie tych osób, dajcie sobie na wstrzymanie, cholera. Nie chcę siedzieć w domu, bo w końcu zwariuję ciągle tylko jeden temat, notorycznie powtarzające się słowa. Cholerni sąsiedzi, którzy myślą, że wszystko wiedzą, nie rozmawiam z nimi. Chcę mieć to jak najszybciej za sobą, boję się tego poniedziałku, wizja tej sytuacji jest straszna W dodatku gdy tylko zamykam oczy widzę Ciebie uśmiechniętego takiego jakiego Cię pamiętam.I bardzo dziękuję tym dwóm osobą, na które mogę teraz liczyć, dziękuję...