Kolejny wieczór, kiedy kładę się późno spać ze świadomością, że gdy rano wstanę zastanę pustkę, że nie będzie rodziny, przyjaciół, kolejnego kawałka mnie bo, odszedł razem z poprzednim dniem. Zabawne, jeszcze cztery miesiące temu byłam pozornie (?) szczęśliwa. "Niby na niby"-czas prysł. Mam ochotę zaśmiać się sama sobie w twarz i z pełnym przekonaniu powiedzieć tej miłej dziewczynce, że jednak nie opłaca się być miłą, że znów dała się nabrać bandzie clownów. Właściwie sama nie wiem po co, piszę to w tym miejscu, ale chyba czasem trzeba gdzieś "wyrzucić" siebie. Może mam nadzieję, że ktoś to przeczyta i poda mi rękę? CHUJ TO WIE. Mam ochotę się poddać, ale nie dam nikomu tej satysfakcji. Przyjedź do mnie, każ mi się spakować i ucieknijmy od tego wszystkiego, proszę.
