Ostatnimi czasy dzieje się wiele złych rzeczy w życiu moich bliskich, których mówiąc brzydko wyjebałam w kosmos i miałam w dupie co, się z nimi dzieje. Po wczorajszym telefonie pewnego bardzo nielubianego przeze mnie Pana do mojej rodzicielki jestem przestraszona. Nie, nie boję się o siebie, boję się, że najbliższej mi osobie stała się krzywda, a nikt nie chce mi NIC powiedzieć i co, za tym idzie nie mogę NIC zrobić. Chciałabym ją w jakikolwiek sposób wesprzeć, w końcu znam ją całe życie i jeżeli stało się coś, co podejrzewam to chyba jestem najlepszą osobą, która w tym momencie ją zrozumie i będzie w stanie pomóc, w końcu nie tak dawno przechodziłam to samo. Martwię się.
Jeżeli chodzi o moje relacje z Panem jedna wielka niewiadoma jest dobrze, cieszę się na ten wspólny wyjazd do Cieszyna. Nadal mu trochę nie ufam, ale mówię co, czuję. Jeżeli o niego chodzi jest dobrze. Nadal w głowie mam tę rozmowę, której treść jest przede mną ukrywana. Musiałabym z kimś pogadać. Ł. mówi tylko, że w końcu czuję to co, inni kiedy ja robiłam co, chciałam, ale tu się coś stało. Czuję to. Wiem. Chyba muszę jak najszybciej iść do terapeutki. LOVELY.
Krople deszczu wolno płyną
ktoś otwiera szkło z dziewczyną
ah co za piękny świat.
Chciałby umrzeć ktoś z miłości,
wcale mnie to nie obchodzi.
Ja mam inny plan.