Znowu to robię. Siedzę po nocach i wymyślam przeróżne zakończenia naszej historii. Jedna złe, przykre, inne znów dobre, szczęśliwe. Skąd mi się to wzięło? wrrr (nie warcz!) Nie jestem pewna nawet naszego jutra, a co, dopiero dalszych losów. Boże, ostatnio bardzo często łapię się na tym, że często używam tego zwrotu mimo, że nie wierzę w Boga. Wracając do rzeczy zaczęłam spisywać naszą historię bardzo dokładnie, może inaczej zaczęłam spisywać swoją historię z Tobą jako głównym wątkiem. Jeszcze nie skończyłam i nie wiem czy kiedykolwiek skończę bo, jeżeli nie skończą z Tobą (a, że jesteś moim narkotykiem, ćpuni mają to, że ciężko zrywają z nałogiem, potrzebuję więcej i więcej) to owej opowieści nigdy nie zakończę. Mimo mojej niepewności nie chcę zamknąć tej historii, na pewno nie teraz. :) Nie jestem pewna Twoich słów mimo to wiem, że chcę w nie wierzyć. Nienawidzę kiedy kłamiesz. Kocham kiedy kłamiesz.
